Wówczas ona rzekła spiesznie:
— Niech pan pomówi z ciocią... My jutro wyjeżdżamy.
I nie mogli sobie powiedzieć nic więcej, albowiem w tej chwili Osnowski, Kopowski i pani Aneta, którzy poprzednio siedzieli w przyległym saloniku, wrócili do pracowni.
Pani Aneta, spostrzegłszy zarumienione policzki panny Castelli, spojrzała bystro na Zawiłowskiego i rzekła:
— Jakże państwu dziś idzie?
— Gdzie ciocia? — spytała panna Castelli.
— Wyjechała z wizytami.
— Dawno?
— Kilka minut temu. Jakże państwu dziś poszło?
— Dobrze, ale na dziś już dosyć.