— Czy myślisz, że to musiałoby być stracone?
— Może tak, może nie, odpowiedział Połaniecki.
Poczem dodał z pewną chełpliwością:
— Odmówić to ja umiem. Bigiel ma miększe serce.
— Tylko nie mów! Tyś taki poczciwy! Najlepszy dowód, że ci to takie przykre.
— Naturalnie, że nie może być przyjemnie pomyśleć, że człowiek, choćby obcy, wije się tam, jak wąż, z powodu kilku tysięcy rubli. Ja wiem, o co chodzi. Maszko dał ostateczny termin na jutro, przedtem szukał wszędzie pieniędzy, ale szukał ostrożnie, nie chcąc robić hałasu i przestraszać wierzycieli, a w ostateczności licząc na mnie. Otóż, widzisz, jutro nie zapłaci. Przypuszczam, że za kilka dni znajdzie jeszcze tyle, ile mu potrzeba, ale tymczasem opinia jego akuratności zachwieje się, a w położeniu, w jakiem jest, wszystko może być dla niego zgubą.
Pani Marynia poczęła patrzeć na męża, wreszcie rzekła z pewną nieśmiałością:
— A tobie byłoby to naprawdę trudno?
— Jeśli chcesz prawdy, to wcale nie. Ja mam tu nawet ze sobą książeczkę czekową, a wziąłem ją dlatego, żebym mógł zaraz zadatkować, jeśli jakąś kolonijkę upatrzę.
Potem zaczął się śmiać: