W tej chwili bryczka zrównała się z bramą willi.
— Zatrzymaj się — rzekł do powożącego chłopaka Połaniecki.
Na ganku zobaczył panią Maszkową, która jednak cofnęła się zaraz do wnętrza domu.
Połaniecki przeszedł dziedziniec; we drzwiach przyjął go służący.
— Pani na górze — rzekł.
Połaniecki czuł, że nogi drżą pod nim, gdy wchodził na piętro, tymczasem zaś przez głowę przelatywały mu następne myśli:
— Kto życie bierze lekko, ten może sobie na wszystko pozwolić, ale ja go nie biorę lekko. Gdybym po tem wszystkiem, com uświadomił, com przemyślał i com sobie powiedział, nie umiał nad sobą zapanować, byłbym ostatnim człowiekiem.
Tu, stanąwszy we drzwiach pokoju, który mu wskazał służący, spytał:
— Można?
— Proszę — ozwał się przecedzony głosik.