Połaniecki zaś zbliżył się żywo do Świrskiego:
— Odebrałem dziwną depeszę — rzekł — której nie chciałem pokazać przy żonie. Osnowski pyta mnie, gdzie jest Ignaś i wzywa, bym w jego sprawie przyjechał jutro do miasta. Co to może być?
— To dziwna rzecz — odpowiedział Świrski. — Mnie panna Ratkowska pisała, że tam się coś stało.
— Czyby kto zachorował?
— Toby wezwano wprost Zawiłowskiego... Gdyby panna Castelli, albo pani Broniczowa... wezwanoby go natychmiast...
— A gdyby go Osnowski nie chciał przestraszać, toby do mnie zatelegrafował.
I obaj poczęli patrzeć sobie z niepokojem w oczy.
XIV
Nazajutrz, w pół godziny po przyjeździe Połanieckiego, zadzwonił do niego Osnowski. Połaniecki, na odgłos dzwonka, poszedł sam otworzyć. Od wczoraj żył w wielkim niepokoju. Przypuszczał od dawna, że w Przytułowie może lada dzień bomba wybuchnąć, ale napróżno bił się z myślami, jaki związek może mieć jej wybuch z Zawiłowskim.
Osnowski uścisnął mu rękę na powitanie ze szczególniejszą siłą, jak się czyni w wyjątkowych okolicznościach życia, a gdy Połaniecki poprosił go do swego gabinetu, po drodze spytał: