— Ojciec mój ma się lepiej! — zawołał nieco zdyszanym głosem, podając im ręce — mam czas i wpadam dziś do Przytułowa.

Lecz Świrski, uścisnąwszy silnie jego rękę, odszedł w milczeniu. Młody człowiek popatrzył za nim ze zdziwieniem i rzekł:

— Czy pan Świrski obraził się czem?

I spojrzawszy na Połanieckiego, spostrzegł dopiero, że i jego twarz ma jakiś poważny, niemal surowy wyraz.

— Co to znaczy? — spytał — czy co się stało?

Połaniecki zaś, wziąwszy go za rękę, rzekł głosem wzruszonym i serdecznym:

— Mój panie Ignasiu, uważałem pana zawsze nietylko za wyjątkowy talent, ale i za wyjątkowy charakter. Mam panu oznajmić bardzo złe nowiny, ale jestem pewny, że znajdziesz w sobie dość siły i nie poddasz się nieszczęściu.

— Co się stało? — spytał, zmieniwszy się w jednej chwili na twarzy, Zawiłowski.

Połaniecki skinął na dorożkę i rzekł:

— Siadaj pan!... Na most! — zawołał, zwracając się do woźnicy.