— W biurze nic nowego, a na mieście mówią o jakichś nieporozumieniach między Osnowskimi.
— Między Osnowskimi?
— Tak. Coś tam zaszło w Ostendzie. Podobno powodem wszystkiego jest Kopowski.
Marynia zaczerwieniła się i rzekła:
— Co też ty Stachu mówisz?
— Mówię, co słyszałem. Pamiętasz moje uwagi na wieczorze zaręczynowym Zawiłowskiego? Pokazuje się, że miałem słuszność! Krótko ci powiem, że była jakaś awantura i że wogóle jest źle.
— Ale przecie mówiłeś, że Kopowski jest narzeczonym panny Castelli?
— Jest, albo przestał nim być. Tam się mogło wszystko pozrywać.
Na Maryni wiadomość sprawiła wielkie wrażenie. Chciała jeszcze dopytywać, ale gdy Połaniecki powiedział jej, że nic więcej nie wie, i że prawdopodobnie dopiero za kilka dni nadejdą dokładniejsze wieści, poczęła biadać nad dolą Osnowskiego, którego zawsze bardzo lubiła, i oburzać się na panią Anetę.
— Ja myślałam — mówiła — że on ją przejedna i pociągnie swojem przywiązaniem, ale ona jego nie warta, i pan Świrski ma słuszność w tem, co o kobietach mówi.