— Swoich własnych wierszy słuchasz? — rzekł, śmiejąc się, Połaniecki — no, i jak ci się podobają?
A Zawiłowski odrzekł:
— Słucham, jak nie swoich.
Po chwili zaś dodał, mówiąc zwolna i trochę się zacinając:
— Ale ja znów będę pisał, tylko całkiem przyjdę do siebie...
I widać było, że ta myśl bardzo go zajmuje, i że nieraz musiał już o tem mówić, bo panna Ratkowska rzekła, jakby mu chcąc dodać otuchy:
— I takie same śliczne, i już niezadługo.
A on uśmiechnął się do niej z wdzięcznością — i umilkł.
Lecz w tej chwili weszła do pokoju panna Helena i, uścisnąwszy rękę Połanieckiego, rzekła:
— Jak to dobrze, że pan przyszedł; chciałam się pana poradzić...