— Nie zapomnimy, nie zapomnimy! Chce pan, żebyśmy odmawiały nowennę na pańską intencyę? — pytała z uśmiechem pani Emilia.
— Dziękuję i za to. Dobrze! Do widzenia, profesorze!
Pociąg ruszył w tej chwili. Panie poczęły machać jeszcze parasolkami, póki coraz śpieszniejszy oddech lokomotywy nie przesłonił kłębami dymu i pary okna, przez które wyglądał Połaniecki.
— Mamo — spytała Litka — czy naprawdę trzeba mówić nowennę za pana Stacha?
— Trzeba, Lituś. On taki dla nas dobry. Trzeba prosić Boga, żeby był szczęśliwy.
— A czy on jest nieszczęśliwy?
— Nie... To jest... widzisz, każdy ma swoje zmartwienie i on ma swoje.
— Ja wiem, ja słyszałam w Thumsee — odrzekła dziewczynka.
I po chwili dodała ciszej:
— Będę mówiła nowennę...