Oj! nie trzeba doktora

Buuuu!

Tylko księdza przeora

Buuuu!

Ani żadnej aptyki

Buuuu!

Jeno rydla, motyki

Buuuu!

W karczmie też Rzepa pierwszy był do wszystkiego, tylko że siwuchę lubił, a skory był do bitki, jak podpił. Raz Damazemu, parobkowi dworskiemu, zrobił taką dziurę we łbie, że Józwowa, gospodyni folwarczna, zaklinała się, że mu duszę było przez nią widać. Innym razem, ale to ledwie miał wtedy siedemnaście lat, pobił się w karczmie z urlopnikami. Pan Skorabiewski, który wtedy jeszcze był wójtem, sprowadził go do kancelarii, dał mu raz i drugi w łeb, ale tylko dla pozoru, a potem udobruchawszy się zara, pytał:

— Rzepa, bój się Boga! Jakżeś ty z nimi poradził, przecie ich było siedmiu?