Tymczasem Szmul przestał się modlić i zdjąwszy śmiertelną koszulę i cycełe poszedł je schować do alkierza, a potem wrócił wolnym krokiem, poważny i spokojny.

— Szmul!

— Ny, czego chcesz?

— Co to ja mam za pieniądze?

— Co, głupi, nie wiesz? Toć się — wczoraj z wójtem zgodziłeś, że za jego syna będziesz losował, i pieniądze wziąłeś, i kontrakt podpisałeś.

Dopiero chłop zbladł jak ściana: rzucił czapkę o ziemię, potem sam grzmotnął się o nią i jak nie ryknie, aż się szyby w karczmie zatrzęsły.

— No, pasioł won, ty sałdat! — rzekł flegmatycznie Szmul.

W pół godziny potem Rzepa zbliżał się do chałupy; Rzepowa, która właśnie gotowała strawę, usłyszawszy go, jak skrzypiał wrotami, prosto od komina pobiegła na jego spotkanie, gniewna bardzo.

— Ty pijaku! — zaczęła.

Ale spojrzawszy na niego, aż się sama przeraziła, bo ledwo go poznała!