— Świat się nie skończy, ale wy będziecie kwacza w maźnicy maczać i kwaczem w księgach pisać. Będzie wam ciepło, aż przez aksamit olszowy drąg poczujecie.
Wójt począł się drapać w głowę.
— Kiej bo pan to zara na zadnie nogi.
— A to nie rozpuszczajcie gęby...
— Juści, bo juści.
I znowu nastała cisza, tylko pióro wójtowskie z wolna skrzypiało po papierze.
Na koniec wójt wyprostował się, obtarł pióro o sukmanę i rzekł:
— Ano! Z pomocą Bożą skończyłem.
— Przeczytajcież, coście nagwazdali.
— Co miałem ta gwazdać. Wypisałem akuratnie wszyćko, co potrzeba.