Ale tam nikt nawet na nią nie spojrzał. Stoi Rzepowa, stoi; upływa z godzina; jedni wchodzą, drudzy wychodzą, zegar za kratką tyka, a ona stoi. Na koniec przerzedziło się jakoś, a wreszcie i nikogo nie stało. Urzędnik siadł za stołem i zaczął pisać. Wtedy Rzepowa ośmieliła się odezwać:

— Pochwalony Jezus Chrystus!...

— Czego tam?

— Jaśnie naczelniku!...

— Tu jest kasa.

— Jaśnie naczelniku!...

— Tu jest kasa, mówię wam.

— A kaj naczelnik?

Urzędnik pokazał drugim końcem pióra na drzwi:

— Tam.