— Rzepowa!...

Pan pisarz zerwał się i otworzył. Weszła Rzepowa tak zalękła, że chciała mówić i nie mogła. Ale on był dobry człowiek — Zołzikiewicz, więc ją ośmielił, bo jak był nieubrany, tak ją zaraz objął wpół i mówi:

— Aha! przyszła koza do woza! Po kontrakt, Marysiu — co?

— Tak!

Wtedy on ją przyciągnął i przycisnął do siebie, położywszy usta na jej drżące wargi.

— A co teraz będzie? — pyta wesoło.

Kobieta pobladła jak płótno.

— Dziej się wola Boża! — wyszeptała.

Pan pisarz... zdmuchnął świecę.

Rozdział jedenasty. Skończona niedola