— Czemu córka księżyca płakać? — zapytał Stasia młody Murzyn, gdy obaj pokładli się do snu na czaprakach. — Kali tego nie chce.
— Żal jej Saby, którego bawół pewno zabił.
— A może nie zabił — odrzekł czarny chłopak.
Po czym umilkli i Staś zasnął głęboko. Było jednak jeszcze ciemno, gdy się obudził, albowiem począł mu dokuczać chłód. Ogień przygasł. Mea, która miała go pilnować, zdrzemnęła się i od pewnego czasu przestała dorzucać chrustu na węgle.
Wojłok, na którym spał Kali, był pusty.
Staś sam dorzucił paliwa, po czym trącił Murzynkę i spytał:
— Gdzie jest Kali?
Chwilę patrzyła na niego nieprzytomnie, po czym roztrzeźwiwszy się należycie rzekła:
— Kali wziął miecz Gebhra i poszedł za zeribę. Myślałam, że chce naciąć więcej chrustu, ale on wcale nie wrócił.
— Dawno wyszedł?