I nie mógł nic więcej powiedzieć, gdyż chciało mu się wyć.
A Nel mówiła dalej ledwie dosłyszalnym, sennym głosem:
— I tatuś przyjedzie, i ty kiedyś przyjedziesz... prawda?
Na tę myśl uśmiech rozjaśnił jej wynędzniałą twarzyczkę, po chwili jednak ozwała się znowu, jeszcze ciszej:
— Ale mi tak żal...
To rzekłszy oparła mu główkę na ramieniu i poczęła płakać, on zaś przemógł własny ból, przytulił ją do piersi i odpowiedział żywo:
— Nel, ja bez ciebie nie wrócę i... i wcale nie wiem, co bym bez ciebie robił na świecie.
Nastało milczenie, podczas którego Nel usnęła znowu. Staś odniósł ją do drzewa, ale zaledwie wyszedł na zewnątrz, gdy z wierzchołka cypla nadbiegł Kali i machając rękoma począł wołać z twarzą wzburzoną i przelękłą:
— Panie wielki! panie wielki!
— Czego chcesz? — zapytał Staś.