— A kto tam? — zapytał pan Tarkowski.

— Przewodnicy wielbłądów — ozwał się jeden z przybyłych.

— Ach! to Idrys i Gebhr? Czego chcecie?

— Przyszliśmy spytać, czy nie będziemy potrzebni na jutro?

— Nie. Jutro i pojutrze są wielkie święta, w czasie których nie godzi nam się robić wycieczek. Przyjdźcie pojutrze rano.

— Dziękujemy, efendi19.

— A wielbłądy macie dobre? — zapytał pan Rawlison.

— Bismillach! — odpowiedział Idrys — prawdziwe hegin (wierzchowe) o tłustych garbach i łagodne jak ha’-ga (owce). Inaczej Cook nie byłby nas najął.

— Nie trzęsą nadto?

— Można, panie, położyć garść fasoli na grzbiecie każdego z nich i żadne ziarnko nie spadnie w najszybszym biegu.