— O, yancig! yancig! yancig!
Wszelako Staś, który zwracał na wszystko jak najbaczniejszą uwagę, spostrzegł, że jeden Murzyn, przybrany w spiczastą czapkę ze skóry szczurów, wysunął się zaraz po ostatnich słowach Kalego z szeregu i pełznąc jak wąż w trawie, skierował się ku osobnej chacie stojącej na uboczu poza ogrodzeniem, ale otoczonej także wysokim częstokołem powiązanym pnączami.
Tymczasem dobre Mzimu, lubo wielce zakłopotane rolą bóstwa, wyciągnęło z polecenia Stasia swą małą rączkę i poczęło witać Murzynów. Czarni wojownicy śledzili z radością oczyma każdy ruch tej małej ręki wierząc głęboko, że są w tym potężne „czary” które uchronią ich i zabezpieczą od mnóstwa klęsk. Niektórzy uderzając się w piersi i biodra mówili też: „O matko! teraz dopiero będziemy się mieli dobrze — my i krowy nasze!” M’Rua, ośmielony już zupełnie, zbliżył się do słonia, uderzył raz jeszcze czołem dobremu Mzimu, a potem skłoniwszy się Stasiowi odezwał się w następujący sposób:
— Czy wielki pan, który prowadzi na słoniu białe bóstwo, zechce zjeść kawałek M’Ruy i czy zgodzi się na to, aby M’Rua zjadł kawałek jego i aby się stali braćmi, między którymi nie masz kłamstwa i zdrady?
Kali przetłumaczył natychmiast te słowa, lecz widząc z twarzy Stasia, że nie ma najmniejszej ochoty na „kawałek” M’Ruy, zwrócił się do starego Murzyna i rzekł:
— O, M’Ruo! czy myślisz naprawdę, że biały pan, tak potężny, którego boi się słoń, który ma w ręku piorun, który zabija lwy, któremu kiwa ogonem wobo, który wypuszcza węże ogniste i łamie skały, może zawierać braterstwo krwi z byle królem? Pomyśl, o M’Ruo, zali Wielki Duch nie ukarałby cię za zuchwalstwo i zali nie dosyć będzie dla ciebie chwały, jeśli zjesz kawałek Kalego, syna Fumby, władcy Wa-himów, i jeśli Kali, syn Fumby, zje kawałek ciebie?
— Nie jestżeś niewolnikiem? — zapytał M’Rua.
— Pan wielki nie porwał Kalego ani go kupił, tylko ocalił mu życie, przeto Kali prowadzi dobre Mzimu i pana do krainy Wa-himów, aby Wa-himowie i Fum-ba oddali im cześć i złożyli dary wielkie.
— Niech więc będzie, jak mówisz, i niech M’Rua zje kawałek Kalego, a Kali kawałek M’Ruy.
— Niech tak będzie! — powtórzyli wojownicy.