— Ja wolę Murzynów — odpowiedziała dziewczynka.

— Tak, póki uchodzisz za bożka. Porwano mnie z Fajumu razem z panienką, której było na imię Nel, a odwiozę jakieś Mzimu. Powiem ojcu i panu Rawlisonowi, żeby cię nigdy nie nazywali inaczej.

A jej oczy poczęły się zaraz rozjaśniać i śmiać.

— Może zobaczymy tatusiów w Mombassie?

— Może. Gdyby nie ta wojna nad brzegami Bassa-Narok, bylibyśmy tam prędzej. Potrzeba też było Fumbie w to się wdawać!

To rzekłszy skinął na Kalego:

— Kali, czy chory Murzyn słyszał o wojnie?

— Słyszał. Być wielka wojna, bardzo wielka: Fumby z Samburu.

— Więc co będzie? Jakże przejedziemy przez kraj Samburu?

— Sabmuru uciec przed panem wielkim, przed Kingiem i przed Kalim.