— Gdzie są — zapytał wreszcie — ci wojownicy Fumby, których rozpędzili Samburu?

— Kali ich znalazł i oni tu nadejść zaraz.

— Ilu ich jest?

Młody Murzyn poruszył kilkanaście razy palcami obu rąk i nóg, ale widocznie nie mógł dokładnie oznaczyć liczby, z tej prostej przyczyny, że nie umiał rachować więcej niż do dziesięciu i każda większa ilość przedstawiała mu się tylko jako wengi, to jest mnóstwo.

— Więc jeśli tu przyjdą, to stań na ich czele i idź ojcu na odsiecz — rzekł Staś.

— Oni się bać Samburu i z Kalim nie pójść, ale z panem wielkim pójść i zabić wengi, wengi Samburu.

Staś zamyślił się znowu.

— Nie — rzekł w końcu — ja nie mogę ani brać bibi do bitwy, ani zostawić jej samej — i nie uczynię tego za nic w świecie.

Na to Kali podniósł się i złożywszy ręce począł powtarzać raz po razie:

— Luela! Luela! Luela!