— Chyba jakaś osada białych znajduje się w pobliżu lub jakaś misja?...

— Trzeci dzień wiatr wieje z zachodu, czyli od stron nieznanych i prawdopodobnie tak samo nie zaludnionych jak ta dżungla. Wiesz zresztą, że tu nie ma żadnych osad ani misji.

— To rzeczywiście ciekawe...

— Trzeba koniecznie zdjąć tego latawca...

— Trzeba. Może się dowiemy, skąd pochodzi.

Kapitan dał rozkaz. Drzewo miało kilkadziesiąt metrów wysokości, ale Murzyni wdrapali się natychmiast na szczyt, zdjęli ostrożnie uwięzionego latawca i oddali go w ręce doktora, który spojrzawszy nań rzekł:

— Są jakieś napisy... Zobaczmy...

I przymrużywszy oczy jął czytać.

Nagle twarz mu się zmieniła, ręce zadrżały.

— Glen — rzekł — weź to, przeczytaj i upewnij mnie, żem nie dostał udaru słonecznego i że jestem przy zdrowych zmysłach!