— A chcieliście go zabić! — rzekł Chamis.
— Nikt go odtąd nie dotknie.
— Będzie miał zawsze kości i wodę.
— Allach! Allach! — powtarzał nie mogąc się uspokoić Idrys — śmierć była nad nami. Uf!
I poczęli spoglądać na leżącego Stasia z nienawiścią, ale i z pewnym zdumieniem, że jeden mały chłopak mógłby stać się przyczyną ich klęski i zguby.
— Na proroka! — ozwał się jeden z Beduinów — trzeba przecie zapobiec temu, by ten syn Iblisa39 nie poskręcał nam karków. Węża wieziemy Mahdiemu! Co myślicie z nim teraz uczynić?
— Trzeba mu obciąć prawą pięść! — zawołał Gebhr.
Beduini nie odpowiedzieli nic, lecz Idrys nie chciał się na to zgodzić. Przyszło mu na myśl, że gdyby pogoń ich schwytała, kara za okaleczenie chłopca spadłaby na nich tym straszniejsza. Wreszcie któż mógł zaręczyć, czy Staś nie umrze po operacji? A w takim razie na zamianę za Fatmę i jej dzieci pozostałaby tylko Nel.
Więc gdy Gebhr wydobył nóż chcąc spełnić swą groźbę, Idrys chwycił go za przegub ręki i zatrzymał:
— Nie! — rzekł. — Wstyd byłby dla pięciu wojowników Mahdiego bać się tak jednego chrześcijańskiego szczeniaka, by aż obcinać mu pięści. Będziemy wiązali go na noc, a za to, co chciał teraz uczynić, otrzyma dziesięć uderzeń korbaczem40.