— Jednakże Smain mając oboje w ręku będzie pewien, że ani Turcy, ani Anglicy nie zabiją jego dzieci i Fatmy.

— Więc może nas wynagrodzi?

— Tak. Niech ich poczta Abdullahiego zabierze sobie do Faszody. Nam spadnie ciężar z głowy. A gdy Smain tu powróci, upomnimy się u niego o zapłatę.

— Mówisz zatem, że pozostaniemy w Omdurmanie?

— Allach! Nie dość ci drogi z Fajumu do Chartumu? Przyszedł czas na odpoczynek.

Szałasy były już niedaleko. Staś jednak zwolnił kroku, bo i jego siły poczęły się wyczerpywać. Nel, jakkolwiek lekka, ciążyła mu coraz bardziej. Sudańczycy, którym pilno było do snu, krzyczeli na niego, by pośpieszał, a następnie popędzali go bijąc kułakami po głowie. Gebhr ukłuł go nawet boleśnie nożem w łopatkę. Chłopak znosił to wszystko w milczeniu, ochraniając przede wszystkim swą małą siostrzyczkę, i dopiero gdy jeden z Beduinów pchnął go tak, że o mało nie upadł, rzekł im przez zaciśnięte zęby:

— Mamy żywi dojechać do Faszody.

I słowa te powstrzymały Arabów, albowiem bali się przestąpić rozkazu Mahdiego. Jeszcze skuteczniej powstrzymało ich jednak to, że Idrys dostał nagle zawrotu głowy tak silnego, że musiał wesprzeć się na ramieniu Gebhra. Po chwili zawrót przeszedł, ale Sudańczyk przestraszył się i rzekł:

— Allach! coś ze mną niedobrze. Czy nie chwyta mnie jaka choroba?

— Widziałeś Mahdiego, więc nie zachorujesz — odpowiedział Gebhr.