— O! I don’t know34! Nie wiem! — mówi. — Coś bardzo trudnego.

Nazajutrz ledwiem wstał, już mój Niemiec, jeszcze przed brekfestem, przyprowadził mi rodaka.

Natychmiast poznałem w nim starca, który wczoraj jadł ze mną obiad.

Był to człowiek wysoki, bardzo nawet wysoki, ale pochylony mocno. Miał białą głowę, białą brodę i niebieskie oczy, które utkwił we mnie od razu z jakąś dziwną uporczywością.

— Zostawiam panów samych — rzekł Niemiec.

Zostaliśmy tedy sami i patrzyli na siebie przez długi czas w milczeniu. Po prawdzie, byłem jakiś zmieszany widokiem tego starca, podobniejszego do Wernyhory35 niż do przeciętnego rodaka.

— Zwę się Putrament — ozwał się starzec. — Aza36 nazwisko moje obce jest uszom twoim?

— Nazwisko moje M. — odparłem. — Pańskie obiło mi się o uszy. Zdaje się z Litwy?

Coś istotnie przypominało mi się z Pana Tadeusza, coś „Putrament z Pikturną” w opowiadaniu Protazego o procesach.

Starzec przyłożył rękę do ucha.