Promienisty zwrócił się ku Argobójcy:

— Drugi raz już wspominasz, jakby umyślnie, o cnocie Atenek. Czy one naprawdę takie niezłomne?

— Bajecznie, o synu Latony!

— Proszę! — rzekł Apollo. — A czy sądzisz, że jest w tym mieście choć jedna kobieta, która by się oparła mnie?

— Myślę, że tak.

— Mnie? Apollinowi?

— Tobie, mój Promienisty!

— Mnie, który ją opętam poezją, oczaruję pieśnią i muzyką?

— Tobie, mój Promienisty!

— Gdybyś był uczciwym bogiem, gotów bym pójść o zakład. Ale ty, Argobójco, jeśli przegrasz, ulotnisz się natychmiast razem ze swymi sandałami, z posochem28, i tyle cię będę widział!