— Wróćwa do Lipiniec...
— Idź się utop...
— Boże, Boże! — szeptała cicho Marysia.
Wawrzona zdjął żal.
— Sieroto, niebogo!... niechby Bóg zlitował się choć nad tobą...
Ale już go nie słyszała. Oparłszy głowę o ścianę, przymknęła powieki. Przychodził sen, przerywany, ciężki, gorączkowy, a we śnie jakby obrazek w ramkach: Lipińce i coś niby piosenka Jaśka koniuchy:
Cóżeś za pani?
Cóżeś za pani?
Cała twoja sukiencyja
Wianek ruciany.