Całując falą kwiatów stopy drżące,
Utworzył w ziemi zatokę maleńką.
Codzień, gdy róże zapalą się świtu,
Przez traw gęstwinę, kwiatów wonne sady,
Cisną się rojnie owadów gromady
Do zgubionego wśród trawy błękitu.
I zaglądając do nieba ciekawie,
Które na fali pocałunki kładnie,
Widzą krąg słońca zatopiony na dnie.
A kiedy rosy rozperlą się w trawie