Dostrzegam przestrzeń głęboką i czarną,

W której się zwolna kołyszą i garną

Tysiące kropek złotych i świecących.

Jedna za drugą w szereg się układa,

A potem w przestrzeń na krawędziach siną

Zwolna całemi gromadami płyną,

Jakgdyby ptactwa wędrownego stada.

Czasem, gdy szereg przypłynie ostatni,

Znów czarna mroków zamyka się ściana,

I tylko jedna gwiazda zapomniana