— Wkrótce się obrzęd pogrzebowy zacznie.

Pomiędzy bagno mętne zardzewiale3

Ścieżki, jak widma przypadłszy do ziemi,

W pomroku ręce wyciągają białe.

Aż w końcu dwiema liniami jasnemi

W krzyża potworne wyrosły ramiona.

— Chodźmy stąd... cicho... w tej chwili ktoś kona...

Las

Noc jasna... gwiezdnem migotaniem gwarna

I przesycona jutrzni światłem białem.