— A to trafił! Czemu nie zażądać już lepiej całego domu? Dwie butelki szampana! Ależ to kosztuje dwanaście franków! Ja tyle nie zarabiam, nie! Jeżeli pan Eugeniusz zapłaci, to mogę dać nalewki porzeczkowej.
— Ta jej nalewka przeczyszcza żołądek jak manna — rzekł z cicha student medycyny.
— Zmiłuj się, nie gadaj, Bianchon — zawołał Rastignac. — Na samo wspomnienie o mannie serce mi... Dobrze, zgoda na szampana, ja płacę — dodał student.
— Sylwio — rzekła pani Vauquer — podaj sucharki i małe ciastka.
— Te małe ciastka są za wielkie. Na sucharki to zgoda.
W jednej chwili obniesiono dokoła butelki Bordeaux, goście ożywili się i wesołość się podwoiła. Wśród szalonego śmiechu wyrywały się głosy naśladujące krzyk rozmaitych zwierząt. Urzędnikowi z Muzeum przyszło do głowy odtworzyć krzyk Paryża, który miał przypominać miauczenie kota zakochanego i wnet osiem głosów ryknęło osiem zdań następujących:
— Ostrzyć noże!
— Siemię dla ptasząt!
— Sztuki, patrzcie panie, sztuki!
— Drutować porcelanę!