— Jeszcze coś nowego — rzekła Sylwia.

Goriot ukazał się nagle we drzwiach z twarzą zarumienioną i jaśniejącą wyrazem takiego szczęścia, iż rzekłbyś, że się odrodził na nowo.

— Goriot przyjechał fiakrem! — zawołali stołownicy — ależ to chyba koniec świata.

Stary poszedł prosto do Eugeniusza, który stał w kącie zadumany:

— Chodź pan — powiedział wesoło biorąc go za ramię.

— Pan nie wiesz, co się stało? — zapytał Eugeniusz. — Vautrin był galernikiem i policja ujęła go przed chwilą, a młody Taillefer już nie żyje.

— Mniejsza o to, co to nas obchodzi? — odparł ojciec Goriot. — Będę dziś jadł obiad z moją córką u pana, słyszysz pan? Ona cię czeka; chodź prędzej!

Porwał go silnie za ramię i uprowadził prawie przemocą, jak gdyby to była jego kochanka.

— Jedzmy obiad — zawołał malarz.

Wszyscy przysunęli sobie krzesła i usiedli przy stole.