W tej chwili powóz jakiś zatrzymał się na ulicy Neuve-Sainte-Geneviève, po czym dał się słyszeć na schodach głos pani de Restaud, która zapytywała: „Czy mój ojciec jest w domu?” Okoliczność ta wybawiła szczęśliwie Eugeniusza, który zamierzał już rzucić się na łóżko i udać, że śpi w najlepsze.

— Ach! ojcze, czyś nie słyszał nic o Anastazji? — rzekła Delfina, poznając głos siostry. — Zdaje się, że u niej w domu dzieją się też dziwne rzeczy.

— Co takiego? — zapytał ojciec Goriot — to już chyba przyszła ostatnia moja godzina? Biedna moja głowa nie wytrzyma podwójnego nieszczęścia.

— Dzień dobry, ojcze — rzekła hrabina we drzwiach. — Ach! I tyś tutaj, Delfino.

Pani de Restaud była widocznie niezadowolona ze spotkania z siostrą.

— Dzień dobry, Naściu — rzekła baronowa. — Czy cię moja obecność zadziwia? Ja się co dzień z ojcem widuję.

— Od jakiegoż to czasu?

— Nie potrzebowałabyś pytać, gdybyś również u niego bywała.

— Nie drażnij mnie, Delfino — zawołała hrabina płaczliwie. — Jam taka nieszczęśliwa, jam zgubiona, biedny mój ojcze! O! Tym razem zupełniem już zgubiona!...

— Co ci jest, Naściu? — zawołał ojciec Goriot. — Powiedz nam wszystko, dziecię drogie. — Jak ona zbladła! Delfino, pomóżże jej, bądź dla niej dobrą, a ja będę cię kochał jeszcze więcej, jeżeli tylko potrafię!