— Słuchaj, Naściu, przebaczam ci, boś ty nieszczęśliwa — mówiła baronowa dalej. — Ale jam lepsza od ciebie. Jak mogłaś powiedzieć mi coś podobnego i to w takiej chwili, kiedy ja zdolna byłam wszystko dla ciebie uczynić, nawet wejść do pokoju mego męża, czego nie zrobiłabym ani dla siebie, ani dla... To godne wszystkich złych postępków, jakich dopuściłaś się względem mnie od lat dziewięciu.
— Dzieci, dzieci, uściśnijcie się! — mówił ojciec. — Wyście obie dobre jak anioły.
— Nie, proszę mi dać pokój — zawołała hrabina, odpychając ojca, który ją wziął za ramię. — Nawet mąż mój miałby dla mnie więcej litości, niż ona. Można by pomyśleć, że ona jest wzorem cnoty!
— Wolę zawsze, żeby mówiono, żem winna pieniądze panu de Marsay, niż żebym sama miała wyznać, że pan de Trailles kosztuje mnie przeszło dwieście tysięcy franków — odparła pani de Nucingen.
— Delfino! — krzyknęła hrabina i postąpiła ku niej krok jeden.
— Ja mówię prawdę, a ty mnie czernisz — powiedziała chłodno baronowa.
— Delfino! Ty jesteś...
Ojciec Goriot rzucił się ku hrabinie, powstrzymał ją i zakrył jej ręką usta, nie dając reszty domówić.
— Mój Boże! Do czego ty się dotykałeś, ojcze? — zawołała Anastazja.
— Ach, prawda! Moja wina — rzekł biedny ojciec, wycierając ręce o spodnie. — Nie wiedziałem, że przyjdziecie, przygotowywałem się do przenosin.