Sumienie Eugeniusza powstało promienne i ukazało mu obie siostry rachujące w tajemnicy skarb swój drobny; widział je, jak powodowane geniuszem przebiegłym młodych dziewcząt, posyłały pieniądze incognito, dopuszczając się raz pierwszy kłamstwa, które miało w sobie coś wzniosłego.
— Serce siostry, to diament najczystszy, to otchłań czułości — rzekł Eugeniusz i zawstydził się tego, co napisał. — Jakaż to potęga leży w ich modłach, jak czystym lotem dusze ich wznoszą się ku niebu! Czyliż siostry takie nie poświęciłyby się same z rozkoszą? Ach! jakaż boleść napełniłaby serce matki, gdyby nie mogła wysłać żądanej sumy! I takie to uczucia czyste, takie ofiary straszliwe miały mu służyć za stopnie, po których zamierzał dojść do Delfiny de Nucingen...
Kilka łez wymknęło mu się spod powiek, niby ostatnia szczypta kadzidła, rzucona na święty ołtarz rodzinny. Zaczął chodzić po pokoju miotany wzruszeniem rozpaczliwym. Ojciec Goriot zobaczył go w tym stanie przeze drzwi na wpół otwarte.
— Co to panu? — zapytał wchodząc do niego.
— Ach, dobry mój sąsiedzie! jam nie przestał być synem i bratem, tak jak pan nie przestałeś być ojcem. Słusznie drżysz pan o hrabinę Anastazję; oddała się ona jakiemuś Maksymowi de Trailles, który przywiedzie ją do zguby.
Ojciec Goriot wyszedł jąkając jakieś słowa, których Eugeniusz nie mógł zrozumieć. Nazajutrz Rastignac poniósł listy na pocztę. Wahał się do ostatniej chwili, aż wreszcie cisnął je do skrzynki mówiąc. „Uda się niezawodnie!” Słowo to fatalne, słowo gracza lub wodza wielkiego, słowo, które więcej ludzi gubi, niż zbawia.
Poczekawszy dni kilka, Eugeniusz poszedł do pani de Restaud i nie został przyjęty. Trzy razy powracał i trzy razy znajdował drzwi zamknięte, chociaż wybierał godziny, w których nie mógł się spotkać z hrabią de Trailles. A więc słuszność była po stronie wicehrabiny. Student nasz przestał studiować prawo. Chodził na kursy po to tylko, by odpowiedzieć na apel, lecz pokazawszy się na chwilę znikał natychmiast. Trzymał się zasady przyjętej przez większość studentów i odkładał naukę do chwili, gdy się egzaminy zbliżać będą. Postanowił zbierać notatki z drugiego i trzeciego kursu, a potem, w ostatniej chwili, wyuczyć się prawa gruntownie. Tymczasem przez piętnaście swobodnych miesięcy mógł pływać po oceanie Paryża, bawić się w miłość lub zajmować się połowem bogactwa. W ciągu tego tygodnia dwa razy widział panią de Beauséant, do której szedł w chwili, gdy powóz markiza d’Adjuda wyjeżdżał za bramę. Sławna ta piękność, znana jako najpoetyczniejsza postać na przedmieściu Saint-Germain, odniosła jeszcze kilkudniowe zwycięstwo i powstrzymała na czas jakiś małżeństwo panny de Rochefide i markiza d’Adjuda-Pinto. Lecz zagrożona utratą szczęścia była ostatnimi czasy bardziej namiętna niż zwykle i przyśpieszyła znowu ostateczną katastrofę.
Markiz d’Adjuda i Rochefidowie uważali tę sprzeczkę i zgodę jako okoliczność bardzo pomyślną, spodziewali się bowiem, że pani de Beauséant oswoi się tymczasem z myślą o małżeństwie i wyrzecze się dni szczęśliwych, poświęcając je przyszłości przewidzianej w życiu mężczyzny. Pomimo najuroczystszych obietnic, ponawianych codziennie, pan d’Adjuda grał komedię a wicehrabina chętnie pozwalała się oszukiwać. „Woli staczać się po schodach, niż odważnie oknem wyskoczyć,” powiadała o niej najlepsza przyjaciółka, księżna Langeais.
Pomimo to wszystko ostatnie połyski jaśniały dość długo i wicehrabina bawiła w Paryżu, otaczając opieką młodego krewniaka, ku któremu powzięła zabobonne jakieś przywiązanie. Eugeniusz okazał jej przyjaźń i uczucie w takiej chwili, kiedy kobieta w nikim nie widzi litości szczerej, współczucia prawdziwego. Jeżeli słyszy słówko miodowe, to przekonana jest, że zawdzięcza je tylko wyrachowaniu.
Eugeniusz chciał dobrze poznać grunt, nim się zdecydował wylądować w domu de Nucingen, zaczął więc badać przeszłość ojca Goriot i zebrał wskazówki, które mniej więcej w ten sposób streścić się dadzą. Jan Joachim Goriot był przed rewolucją prostym robotnikiem w fabryce makaronu. Zręczny, oszczędny i przedsiębiorczy, został następcą swego pana, który padł ofiarą pierwszego rozruchu w roku 1789. Goriot założył swą fabrykę przy ulicy de la Jussienne, w bliskości rynku zbożowego i miał tyle zdrowego rozumu, że przyjął urząd naczelnika sekcji, przez co zyskał dla swego handlu protekcję osób najbardziej wpływowych w groźnym owym czasie.