Skłoniła wdzięcznie głową.
— Nawet gdyby młodzieniec ten był bardzo nieszczęśliwy?
Nowe skinienie.
— Co to znów za brednie? — zapytała pani Vauquer.
— Proszę nam nie przerywać — rzekł Eugeniusz — my się porozumiewamy.
— Chyba kawaler Eugeniusz de Rastignac zamierza wejść w związki małżeńskie z panną Wiktoryną Taillefer? — ozwał się gruby głos Vautrina, który ukazał się niespodzianie we drzwiach sali jadalnej.
— Ach! Jakżeś mnie pan przestraszył! — zawołały jednocześnie pani Couture i pani Vauquer.
— Mógłbym zrobić gorszy wybór — zaśmiał się Eugeniusz, który nigdy jeszcze nie doznał tak silnego wzruszenia, jak teraz na głos Vautrina.
— Dosyć tych niestosownych żartów, panowie! — zawołała pani Couture. — Pójdźmy stąd, drogie dziecię.
Pani Vauquer poszła za swymi lokatorkami, żeby przepędzić u nich wieczór i zaoszczędzić sobie kawałek świecy i trochę paliwa. Eugeniusz został sam na sam z Vautrinem.