— E! nie, proszę pana, tylko ich oskoma na śliwki bierze! biedactwo! Gdyby-to tego nie pilnować, poobjadałyby się na śmierć.

— Kochacie ich?

Na to pytanie stara podniosła głowę i popatrzyła na kapitana, uśmiechając się nieco rubasznie.

— Czy ich kocham?... Już-em ich troje oddała — dokończyła, wzdychając — tylko do sześciu lat mam je u siebie.

— A gdzież jest wasze własne?

— Umarło.

— Ileż lat sobie liczycie? — zagadnął Genestas, chcąc zatrzéć wrażenie poprzedniego pytania.

— Trzydzieści osiem, proszę pana. Na św. Jan będzie dwa lata, jak mąż mój umarł.

Mówiąc to kończyła ubierać słabego malca, który zdawał się jéj dziękować wejrzeniem tkliwém i smutném.

— Otóż-to życie poświęcenia i pracy! — pomyślał kapitan.