— Trzeba będzie pilnować Jasia téj nocy, matko Colas. Gdyby się skarżył na duszność, dacie mu pić z téj szklanki, co stoi na stoliczku. Uważajcie tylko, aby pił niewiele. Szklanka powinna mu na całą noc wystarczyć. Nie ruszajcie zwłaszcza flaszeczki, i przedewszystkiém odmieńcie mu bieliznę; cały jest w potach.
— Nie mogłam mu uprać koszul dzisiaj, kochany paneczku; musiałam zanieść konopie do Grenobli, bo mi trzeba było pieniędzy.
— No! to przyślę wam koszulę.
— Więc jemu gorzéj, robaczkowi? — zapytała kobieta.
— Nie spodziewajcie się nic dobrego, moja matko! Popełnił wielką niedorzeczność śpiewając, ale nie gniewajcie się na niego. Gdyby się bardzo w nocy skarżył, przyślijcie po mnie sąsiadkę. Do widzenia.
Lekarz przywołał swego towarzysza i poszli ścieżką napowrót.
— Ten chłopiec ma suchoty? — zapytał komendant.
— Niestety! tak. Jeżeli natura cudu nie dokaże, nauka go nie uratuje. Profesorowie szkoły medycznéj w Paryżu mówili nam często o zjawisku, którego pan byłeś świadkiem. Pewne choroby tego rodzaju sprowadzają w organach głosowych zmiany, których skutkiem jest krótkotrwały dar śpiewania z taką doskonałością, jakiéj żaden wirtuoz dorównać nie jest w stanie. Smutny dzień przepędziłeś pan dziś ze mną — mówił daléj lekarz wsiadając na konia — wszędzie cierpienie, wszędzie śmierć, ale wszędzie téż poddanie się woli Bożéj widziałeś. Wieśniacy umierają filozoficznie i cierpią w milczeniu. Ale nie mówmy już o śmierci i popędźmy konie; trzeba nam przed nocą do miasteczka zdążyć, byś pan się mógł jego nowéj części przypatrzyć.
— Ho! patrz pan! gdzieś się tu pali! — zawołał Genestas ukazując miejsce na górze, zkąd się snop płomieni podnosił.
— Nie jest-to niebezpieczny ogień — odparł lekarz. — Któś tam zapewne wapno wypala. Przemysł ten niedawno wprowadzony spożytkowywa nasze zarośla.