Lucjan uczynił gest bardzo wymowny.

— Chcesz się zabić, aby uniknąć hańby lub dlatego, żeś zwątpił o życiu? Więc dobrze, zabijesz się równie dobrze w Poitiers, jak w Angoulême, w Tours równie dobrze, jak w Poitiers. Ruchome piaski Loary nie zwracają łupu...

— Nie, ojcze — odparł Lucjan — znalazłem, co mi trzeba. Przed trzema tygodniami spostrzegłem najbardziej uroczą przystań, przez jaką może się dostać na tamten świat człowiek zmierżony życiem...

— Na tamten świat? Nie jesteś więc ateuszem.

— Och! To, co rozumiem pod „tamtym światem”, to przyszłe przeobrażenie w zwierzę lub roślinę...

— Cierpisz na jaką nieuleczalną chorobę?

— Tak, ojcze.

— Aha, doszliśmy wreszcie do kłębka — rzekł ksiądz. — A jakąż?

— Ubóstwo.

Ksiądz spojrzał na Lucjana i rzekł z nieskończonym wdziękiem oraz z uśmiechem niemal ironicznym: