— Byłeś tym, co Anglicy nazywają inconsistent200 — ciągnął kanonik z uśmiechem.
— Mniejsza o to, czym byłem, skoro nie mogę już być niczym! — odparł Lucjan.
— Niech poza wszystkimi twymi pięknymi przymiotami znajdzie się siła semper virens201 — rzekł ksiądz, ostentacyjnie pokazując, iż umie nieco po łacinie — a nie oprze ci się nic w świecie. Kocham cię już na tyle...
Lucjan uśmiechnął się z niedowierzaniem.
— Tak — ciągnął nieznajomy, odpowiadając na jego uśmiech — obchodzisz mnie tak, jak gdybyś był moim synem, jestem zaś dość silny, aby mówić z tobą otwarcie, jak ty mówiłeś ze mną. Wiesz, co mi się podoba w tobie?... Sam uczyniłeś z sobą generalne pranie, możesz tedy wysłuchać kursu moralności, którego nie spotkasz nigdzie; ludzie bowiem skupieni w gromadę są jeszcze bardziej obłudni niż wówczas, gdy interes zmusza ich do grania komedii. Dlatego też znaczną część życia pochłania plewienie w swoim sercu tego, czemu pozwoliło się wzrosnąć w młodości. Ta operacja nazywa się nabywaniem doświadczenia.
Lucjan, słuchając księdza, myślał:
„To jakiś stary dyplomata, rad, iż może rozerwać się w drodze. Bawi go to, aby przewracać w głowie biednemu chłopcu, którego spotkał na progu samobójstwa, po czym puści mnie wolno, wyczerpawszy zabawę... Ale rozumie się na paradoksach i nie ustępuje w niczym takiemu Blondetowi albo Lousteau”.
Mimo tej roztropnej myśli wpływ zepsucia, jakie roztaczał ów dyplomata, wchodził głęboko w duszę Lucjana, z natury dość podatną w tej mierze, i czynił w niej spustoszenia tym większe, ile że wspierał się na głośnych przykładach. Przykuty urokiem tej cynicznej konwersacji, Lucjan czepiał się tym chętniej życia, iż czuł jak gdyby potężne ramię, dobywające go z głębin samobójstwa na powierzchnię. Ksiądz zdawał sobie sprawę ze swego zwycięstwa, toteż od czasu do czasu okraszał swe historyczne sarkazmy chytrym uśmieszkiem.
— Jeżeli zasady moralne księdza podobne są do jego poglądu na historię — rzekł Lucjan — chciałbym wiedzieć, jaka jest w tej chwili pobudka owego rzekomego miłosierdzia?
— To, młody człowieku, jest ostatni punkt mego kazania; pozwolisz mi go zachować na później, w ten sposób bowiem nie rozstaniemy się dzisiaj — odparł z subtelnym uśmiechem ksiądz, widząc, że sztuczka się udała.