— Ojciec Séchard ma pieniądze — rzekł Petit-Claud, wchodząc już w tok myśli Bonifacego i spostrzegając możliwość niepowodzenia.
— Póki żyje, nie da synowi ani szeląga; nie wybiera się wcale na tamten świat.
— Zatem rzecz ułożona — rzekł Petit-Claud, który zdecydował się szybko. — Nie żądam od pana gwarancji, jestem adwokatem; gdyby mnie pan wystrychnął na dudka, porachowalibyśmy się.
„Hultaj zajdzie daleko” — pomyślał Cointet, żegnając Petit-Clauda ukłonem.
Nazajutrz po tej naradzie, trzydziestego kwietnia, bracia Cointetowie przedstawili pierwszy z trzech podrobionych przez Lucjana weksli. Na nieszczęście, oddano go biednej pani Séchard, która poznając, iż podpis męża jest podrobiony, zawołała Dawida i rzekła wprost:
— Nie podpisywałeś tego weksla?
— Nie — odparł — brat twój był w tak naglącym położeniu, że podpisał go za mnie...
Ewa oddała papier inkasentowi firmy Cointetów, mówiąc:
— Nie jesteśmy w możności.
Następnie, czując, że nogi się pod nią uginają, poszła do swego pokoju. Dawid za nią.