Adwokacina dopadł mruczącego pod nosem winiarza na placu du Mûrier, odprowadził go do Houmeau i rozstał się z nim, grożąc, iż o ile nie będzie zapłacony w ciągu tygodnia, wytoczy proces o należne koszty.

— Zapłacę panu, jeśli mi dasz sposoby wydziedziczenia syna bez szkody dla wnuka i synowej!... — rzekł stary, gwałtownie skręcając w ulicę.

— Jak ten Wielki Cointet zna ludzi!... Ha, ha, powiedział mi z góry: te siedemset franków kosztów wstrzymają ojca od zapłacenia siedmiu tysięcy za syna — wykrzykiwał kauzyperda, drapiąc się z powrotem do Angoulême. — Bądź co bądź, nie dajmy się wykierować temu wydze papiernikowi; czas wycisnąć zeń coś więcej niż słowa.

— No i cóż, drogi Dawidzie, co myślisz począć?... — rzekła Ewa do męża, kiedy ojciec i adwokat opuścili mieszkanie.

— Postaw największy kociołek na ogniu, moje dziecko — krzyknął Dawid do Maryny — mam wreszcie tajemnicę!...

Słysząc te słowa, Ewa z gorączkową żywością włożyła kapelusz, szal, trzewiki.

— Ubieraj się, mój drogi — rzekła do Kolba — pójdziesz ze mną; muszę się dowiedzieć, czy istnieje sposób wydobycia się z tego piekła.

— Panie — wykrzyknęła Maryna po wyjściu Ewy — niechże pan będzie rozsądny albo pani umrze ze zgryzoty. Niech pan znajdzie pieniądze, aby zapłacić, co pan winien, a później będzie pan szukał skarbów, ile się panu podoba...

— Cicho, Maryna — odparł Dawid — zwyciężymy ostatnią trudność. Będę miał równocześnie patent na wynalazek i na udoskonalenie.

Rana wynalazców we Francji to patent na udoskonalenie. Człowiek strawi dziesięć lat życia na szukanie sekretu jakiegoś przemysłu, jakiejś machiny, odkrycia, bierze patent, sądzi, że jest panem rzeczy; w ślad jego idzie konkurent, który jeśli wynalazca nie przewidział wszystkiego, udoskonala jego odkrycie jedną śrubką i wydziera mu je z rąk. Otóż w fabrykacji papieru sam wynalazek taniej masy to jeszcze nie było wszystko! Inni mogli ulepszyć ten proceder. Dawid Séchard chciał wszystko przewidzieć, aby się nie narażać na utratę fortuny, szukanej wśród tylu przeciwności. Papier holenderski (ta nazwa została się papierowi wyrabianemu z czystej szmaty lnianej, mimo że Holandia już go nie wyrabia) jest lekko gumowany; ale gumuje się go arkusz po arkuszu zabiegiem ręcznym, który podraża papier. Gdyby można gumować miazgę w kadzi, za pomocą taniego kleju (co robi się zresztą dziś, ale jeszcze niedoskonale), nie zostałoby już żadnej możliwości udoskonalenia. Od miesiąca Dawid szukał tedy sposobu gumowania w kadzi ciasta papierowego. Mierzył od razu w dwie tajemnice.