— W redakcji.

— Chodźmy tam — rzekła.

Ku wielkiemu zdziwieniu całego domu wyszła pieszo, przed dziewiątą rano, miotana wyraźnym szaleństwem. Szczęściem dla niej, panna służąca poszła powiedzieć hrabiemu, że pani otrzymała od pani du Tillet list, który wstrząsnął nią niesłychanie, i że pobiegła do siostry w towarzystwie oddawcy. Vandenesse czekał, aż żona wróci i udzieli wyjaśnień. Hrabina wsiadła do dorożki i pomknęła do redakcji. O tej godzinie rozległe apartamenty zajmowane przez dziennik w starym domostwie przy ul. Feydeau były opustoszałe; znajdował się w nich jedynie służący redakcyjny, bardzo zdziwiony widokiem młodej i ładnej kobiety, pomykającej wpółprzytomnie i pytającej o p. Natana.

— Z pewnością jest u panny Floryny — odparł, biorąc hrabinę za rywalkę, która chce zrobić scenę zazdrości.

— Gdzie pracuje tutaj?

— W gabinecie, od którego klucz nosi przy sobie.

— Chcę tam wejść.

Służący zaprowadził ją pod drzwi ciemnego pokoiku wychodzącego na dziedziniec. Hrabina, otworzywszy okno przyległego pokoju, mogła widzieć przez okno gabinetu, co się dzieje wewnątrz: Natan rzęził, wpółleżąc na swoim fotelu naczelnego redaktora.

— Wysadź drzwi i milcz! opłacę twoje milczenie — rzekła. — Nie widzisz, że p. Natan kona?

Służący pobiegł do drukarni po sztabę żelazną, którą zdołał otworzyć drzwi. Raul truł się jak zwykła szwaczka przy pomocy piecyka do węgli. Skończył właśnie list do Blondeta, w którym prosił go, aby upozorował jego samobójstwo nagłym udarem mózgowym.Hrabina przybyła na czas; kazała przenieść Raula do dorożki, i, nie wiedząc, gdzie go ratować, zajechała do hotelu, wzięła pokój i posłała po lekarza. W ciągu kilku godzin Raul znalazł się poza niebezpieczeństwem, ale hrabina nie opuściła jego wezgłowia, zanim nie uzyskała generalnej spowiedzi. Skoro złamany wielki człowiek wylał w jej serce owe straszliwe elegie bólu, wróciła do domu, wydana na pastwę wszystkich mąk, wszystkich myśli, które, poprzedniego dnia, oblegały czoło Natana.