— I cóż, jakże się miewasz, drogi? — rzekł du Tillet, ściskając rękę Raula i zbliżając się doń z objawami serdecznej przyjaźni.

— Ba! jak człowiek, który otrzymał najlepsze wiadomości co do wyborów. Mandat mam w kieszeni — odparł Raul.

— Cieszę się niezmiernie — odparł du Tillet. — Trzeba nam będzie pieniędzy dla dziennika.

— Znajdziemy — rzekł Raul.

— Kobiety są w zmowie z diabłem! — rzekł du Tillet, nie dając się jeszcze omamić sławom Raula, którego nazywał Szarnatanem.

— Do czego to mówisz? — rzekł Raul.

— Pani szwagierka jest w loży mojej żony — rzekł bankier; — w tym siedzi jakaś intryżka. Hrabina, jak się zdaje, szaleje za tobą, daje ci znaki przez całą salę.

— Patrz — rzekła pani du Tillet do siostry — mówią, że my jesteśmy fałszywe. Mój mąż czuli się z Natanem, a to on doprowadził go do więzienia!

— I mężczyźni ważą się nas obwiniać! — zawołała hrabina: otworzę mu oczy.

Wstała, podała ramię mężowi, który czekał na nią w korytarzu, wróciła promienna do swej loży, następnie opuściła Operę, zamówiła powóz na jutro przed ósmą rano i znalazła się o wpół do dziewiątej na wybrzeżu Conti, zawadziwszy wprzódy o ulicę du Mail.