Hrabina rzuciła się na kozetkę. Nagle, pod wpływem niespodzianego odruchu obudzonego piekącym bólem zazdrości, zerwała się na drżące nogi, skrzyżowała ręce i podeszła z wolna do męża.

— Co ty wiesz? — spytała. — Nie jesteś człowiekiem zdolnym mnie torturować; zmiażdżyłbyś mnie, nie dając mi cierpieć, w razie, gdybym była winna.

— Co takiego mam wiedzieć, Mario?

— A zatem, Natan?...

— Zdaje ci się, że go kochasz — odparł — ale kochasz jedynie urojony twór ulepiony z frazesów.

— Wiesz zatem?...

— Wszystko — rzekł.

To słowo spadło na głowę Marii jak maczuga.

— Jeżeli chcesz, nie będę nigdy wiedział nic — odparł. — Znalazłaś się nad urwiskiem, moje dziecko, trzeba cię wydobyć, pomyślałem już o tym. Masz.

Wydobył z bocznej kieszeni list gwarancyjny i cztery akcepty Schmukego, które hrabina poznała, i rzucił je w ogień.