— Czy to ten, którego panienka oczekuje?

Słowa te zabrzmiały w sercu Eugenii tak silnie, jak zabrzmiały w istocie między murami dziedzińca i ogrodu.

— Paryż! To od niego. Wrócił.

Eugenia zbladła i trzymała chwilę list. Była zanadto wzruszona, aby móc otworzyć i przeczytać. Wielka Nanon stała obok z rękami na biodrach: radość parowała jak dym szczelinami jej smagłej twarzy.

— Niechże panienka czyta...

— Ach, Nanon, czemu on wraca przez Paryż, kiedy wyjechał przez Saumur?

— Niech panienka czyta, dowie się panienka.

Eugenia, drżąc, otworzyła list. Wypadł z niego przekaz na firmę des Grassins i Corret w Saumur. Nanon podniosła go.

„Droga kuzynko...”

„Nie jestem już Eugenią” — pomyślała. I serce się jej ścisnęło.