Po odejściu księdza panna Grandet udała się do gabinetu ojca i spędziła tam dzień sama, nie chcąc zejść na obiad, mimo próśb Nanon. Zjawiła się wieczorem o godzinie, gdy schodzili się goście. Nigdy salon Grandetów nie był tak pełny jak tego wieczora. Wiadomość o powrocie i o głupiej zdradzie Karola rozeszła się po całym mieście. Ale wytężona ciekawość gości nie znalazła pokarmu. Eugenia, która spodziewała się tego, zachowała twarz spokojną, nie zdradziła żadnego z okrutnych wzruszeń, jakie nią miotały. Umiała przybrać uśmiech, odpowiadając tym, którzy chcieli jej wyrazić współczucie melancholijnym spojrzeniem lub słowem. Umiała wreszcie pokryć swoje nieszczęście zasłoną grzeczności. Około dziewiątej partie pokończyły się, gracze wstali od stolików, rozpłacali się i omawiali ostatnie rozgrywki, mieszając się między rozmawiających. W chwili, gdy goście ruszyli ławą, aby opuścić salon, rozegrała się scena, która rozległa się po całym Saumur, w powiecie i w czterech przyległych prefekturach.
— Niech pan zostanie, panie prezydencie — rzekła Eugenia do pana de Bonfons, widząc, że bierze laskę.
Na te słowa nie było w całym zgromadzeniu nikogo, kto by się nie czuł wzruszony. Prezydent zbladł i musiał usiąść.
— Dla prezydenta miliony — rzekła panna de Gribeaucourt.
— To jasne, prezydent de Bonfons żeni się z panną Grandet — wykrzyknęła pani d’Orsonval.
— To najlepsza rozgrywka — rzekł ksiądz.
— Wielki szlem — rzekł rejent.
Każdy powiedział swoje słówko, popełnił swój kalambur, wszyscy patrzyli na dziedziczkę siedzącą na milionach niby na piedestale. Dramat zaczęty przed dziewięciu laty dobiegał końca. Powiedzieć w obliczu całego Saumur prezydentowi, aby został, czyż nie znaczyło oznajmić, że chce go uczynić swoim mężem? W małych miasteczkach przestrzega się tak ściśle form, że wyłom tego rodzaju równa się najuroczystszemu przyrzeczeniu.
— Panie prezydencie — rzekła Eugenia wzruszonym głosem, skoro zostali sami. — Ja wiem, co się panu podoba we mnie. Niech mi pan przysięgnie, że mi zostawisz swobodę na całe życie, że mi nie będziesz przypominał żadnych praw, jakie małżeństwo daje ci nade mną, a oddam panu rękę. Och — dodała, widząc, że prezydent klęka. — Nie powiedziałam wszystkiego. Nie godzi mi się pana oszukiwać. Żywię w sercu niewygasłe uczucie. Przyjaźń będzie jedynym uczuciem, jakie mogę ofiarować memu mężowi. Nie chcę ani go obrażać, ani sprzeniewierzyć się prawom mego serca. Ale posiądzie pan moją rękę i majątek jedynie za cenę olbrzymiej usługi.
— Jestem gotów na wszystko — rzekł prezydent.