— Owszem.
— Trzeba mi będzie iść do rzeźnika.
— Nie potrzeba, zrobisz rosół z drobiu, dzierżawcy ci dostarczą. Powiem Cornoillerowi, aby nastrzelał kruków; z tego jest najlepszy rosół.
— Czy to prawda, proszę pana, że one jedzą trupy?
— Głupia jesteś, Nanon! Jedzą jak wszyscy, to co znajdą. Czy my nie żyjemy z trupów? Czym są sukcesje?
Stary Grandet, nie mając już nic do zarządzenia, wydobył zegarek; widząc, że ma jeszcze pół godziny czasu przed śniadaniem, wziął kapelusz, zaszedł uściskać córkę i rzekł:
— Czy chcesz się przejść nad Loarą po moich łąkach? Mam tam interes.
Eugenia poszła włożyć słomkowy kapelusz, podszyty różową materią, po czym ojciec i córka zeszli krętą uliczką aż na rynek.
— Gdzież pan tak wcześnie rano? — spytał rejent Cruchot, spotkawszy starego.
— Zobaczyć coś — odparł Grandet, nie mając złudzeń co do rannej przechadzki swego przyjaciela.