— Cornoiller — rzekł Grandet do swego gajowego in partibus — czy wziąłeś pistolety?

— Nie, proszę pana. Dalibóg, tak się pan boi o swoje groszaki?

— Och, nie — rzekł Grandet.

— Zresztą pojedziemy prędko — odparł gajowy. — Pańscy dzierżawcy dali dla pana najlepsze konie.

— Dobrze, dobrze. Nie mówiłeś im, dokąd jedziemy?

— Sam nie wiedziałem.

— Dobrze. A powóz mocny?

— Pyta się pan? Och, udźwignąłby trzy tysiące. Cóż to waży, te pańskie beczułki!

— Et — rzekła Nanon. — Ja dobrze wiem. Jest tego blisko...

— Będziesz ty cicho, Nanon. Żonie powiesz, że wyjechałem na wieś. Wrócę na obiad. Jedź dobrze, Cornoiller, trzeba być w Angers przed dziewiątą.