— Pan de Rastignac to człowiek, z którym niedobrze jest się poróżnić — rzekła hrabina, śmiejąc się.

— I ja tak myślę — odparł z prostotą. — Nie mogę się skarżyć na moich wrogów... I na przyjaciół też nie — dodał. — Wrogowie moi pomagają mi może tyleż, co przyjaciele. Zbadałem dość dokładnie współczesną gwarę oraz niewinne sztuczki, którymi świat się posługuje, albo aby wszystko potępić, albo aby wszystko usprawiedliwić. Wymowa ministerialna to wielka zdobycz społeczna. Któryś z twoich przyjaciół jest tępy, mówisz o jego naiwności, szczerości. Dzieło drugiego jest ciężkie, przedstawiasz je jako sumienną pracę. Jeżeli książka jest źle napisana, chwalisz jej piękne myśli. Ktoś jest niepewny, nierzetelny, śliski jak piskorz: ba! jest uroczy, świetny, czarujący. Skoro chodzi o wrogów, rzucamy im na głowę żywych i umarłych; wywracamy na nice znaczenie wyrazów; jesteśmy równie biegli w odkrywaniu ich wad, jak byliśmy zręczni w uwydatnianiu zalet naszych przyjaciół. To przykładanie lornetki do oczu to jedną, to drugą stroną jest tajemnicą konwersacji i całą sztuką dworaka. Nie posługiwać się nią, znaczy chcieć walczyć bez broni z ludźmi okutymi w żelazo jak średniowieczni rycerze. Ja używam tej broni! Nadużywam jej nawet czasem. Toteż szanują mnie, mnie i moich przyjaciół, szpada moja bowiem nie ustępuje zresztą językowi.

Jeden z najżarliwszych wielbicieli Fedory, młody człowiek sławny ze swej impertynencji, z której uczynił sobie nawet środek kariery, podjął rękawicę tak wzgardliwie rzuconą przez Rastignaca. Zaczął mówić o mnie, wychwalając ponad miarę moje talenty i osobę. Rastignac zapomniał o tym rodzaju obmowy. Ta sardoniczna pochwała zmyliła hrabinę, która wzięła mnie na ząbki bez litości; aby zabawić swoich przyjaciół, zdradziła moje tajemnice, pretensje i nadzieje.

— Ma przyszłość — rzekł Rastignac. — Może zdoła kiedyś znaleźć krwawy odwet; talent jego wart jest co najmniej tyle co moja odwaga; toteż podziwiam śmiałków, którzy go dziś szarpią, bo on ma pamięć...

— Pisze nawet pamiętniki — dodała hrabina, jakby niemile tknięta milczeniem, które zapanowało.

— Pamiętniki fałszywej hrabiny, tak, pani — odparł Rastignac. — Aby je pisać, trzeba mieć znowuż inny rodzaj odwagi.

— Tak, wierzę, że ma dużo odwagi — odparła — jest mi wierny...

Odczułem żywą pokusę, aby się pokazać nagle żartownisiom jak Banko w Makbecie. Traciłem kochankę, ale miałem przyjaciela! Ale w tej samej chwili miłość podszepnęła mi nagle płaski i naciągnięty paradoks, z tych, którymi umie usypiać wszystkie nasze boleści.

„Jeżeli Fedora mnie kocha — pomyślałem — czyż nie musi kryć swego uczucia pod złośliwymi żarcikami? Ileż razy serce zadaje kłam temu, co mówią usta!”

Wreszcie rywal mój, zostawszy sam z hrabiną, wstał, aby się pożegnać.