— Och — dodała — chciałabym zawsze zostać tutaj. Czy można dość podziwiać tę piękną dolinę? Zna pan nazwę tej ślicznej rzeczki, milordzie?
— To Cize.
— Cize — powtórzyła. — A tam, przed nami, co to jest?
— Wzgórza Cher — odparł.
— A po prawej? A, to Tours. Niech pan patrzy, jak pięknie błyszczą wieżyce katedry.
Zamilkła i rękę wyciągniętą ku miastu opuściła na dłoń Artura. Oboje podziwiali w milczeniu krajobraz i piękności tej cudnej przyrody. Szmer wód, czyste powietrze i niebo, wszystko harmonizowało z myślami, które tłumnie napływały do ich młodych i kochających serc.
— Och, Boże, jak ja kocham te strony — powtarzała Julia z naiwnym zachwytem. — Czy długo pan tu mieszkał? — dodała po chwili.
Na te słowa lord Grenville zadrżał.
— To tam — odparł smętnie, wskazując orzechowy gaik przy drodze — tam jako jeniec ujrzałem panią po raz pierwszy...
— Tak, ale byłam wówczas bardzo smutna: ta natura zdała mi się dzika, a teraz...