Kapitan przerwał młodemu porucznikowi wykrzykiem wzgardy i odparł:
— Umrę jak marynarz, jak wierny Hiszpan, jak chrześcijanin. Rozumiesz?
— W morze! — krzyknął młody człowiek.
Na ten rozkaz dwóch kanonierów chwyciło Gomeza.
— Jesteście podli! — krzyknął generał, wstrzymując korsarzy.
— Mój stary — rzekł porucznik — nie unoś się zanadto. Jeśli twoja czerwona wstążeczka robi pewne wrażenie na naszym kapitanie, ja sobie z niej kpię. Rozmówimy się za chwilę.
W tej chwili głuchy plusk, któremu nie towarzyszyła żadna skarga, dał znać generałowi, że dzielny Gomez umarł jak marynarz.
— Mój majątek albo życie! — wykrzyknął w straszliwej furii.
— A, jesteś rozsądny — odparł korsarz, śmiejąc się. — Teraz możesz być pewny, że coś od nas otrzymasz...
Zaczem na znak porucznika dwaj marynarze jęli wiązać nogi Francuzowi; ale ten, odtrąciwszy ich, wydobył nieoczekiwanym gestem szablę, którą porucznik miał przy boku, i zaczął nią wywijać gracko, jak przystało na generała kawalerii znającego swoje rzemiosło.